pisz~że

Tydzień III z groszami | Podsumowanie

W ostatnim czasie nie zrobiłem nic.

Mogę obwiniać za to problemy zdrowotne, z którymi musiałem sobie ostatnio radzić, a brak czasu to już tak wytarta wymówka, że śmieszne byłoby próbować zwalić na nią winę za cokolwiek. Największy kłopot pojawił się w związku z tym, że utknąłem w opowiadaniu. Co ciekawe, jestem już w końcówce. Już widziałem brzeg, już czułem zapach portu, aż tu nagle mielizna. Nie wiedziałem, o co chodziło (i nadal nie jestem pewien), bo przecież przekonałem się, o czym właściwie piszę tę historię i na jakiej zasadzie mają powstawać kolejne. Mimo to nastąpiła przerwa, która nie wiedzieć kiedy wydłużyła się, cóż, przez wiele dni.

Dzisiaj zrozumiałem dzięki temu filmikowi z kanału struthless, że w sumie problemem mógł być od samego początku struktury. Chciałem dać się ponieść fali i zobaczyć, dokąd mnie zaniesie, ale przecież tak długo nie pisałem fikcji, że nie umiałem tego wykorzystać. A pisanie jest narzędziem jak każde inne i im dłużej i częściej piszesz, tym lepiej wiesz, jak to robić i rozumiesz, co chcesz osiągnąć. Wena nie ma aż takiego znaczenia - w zwykłe dni to sama czynność pisania pozwala zrozumieć, o czym piszesz i dokąd zmierzasz.

A zatem, skoro ta cała strona jest wyzwaniem, spróbuję jeszcze to podkręcić i je zwyzwaniować:

W ten sposób spróbuję wrócić do rutyny, wezmę górę nad perfekcjonizmem i lękiem przed oceną, a poza tym będę widział, jak się rozwijam (i jeśli ktoś tu zajrzy, też stanie się świadkiem). To daleko od mojej strefy komfortu, ale co tam, wyzwanie to wyzwanie. Nikt daleko nie zaszedł, siedząc w ciepełku i patrząc przez okno.